Wielopokoleniowi BLOG

Wszyscy jesteśmy Wielopokoleniowi

Post icon

16.02.2021 r.

Aby przyjść na świat potrzebowałeś 2 rodziców, 4 dziadków, 8 pradziadków, 16 prapradziadków, 32 praprapradziadków itd... Cofając się o 10 pokoleń to będzie... ponad 2000 osób! Oni wszyscy na pewno istnieli. Żyli w przeciągu ostatnich 200-300 lat. A przecież historia sięga znacznie, znacznie głębiej...

Dzisiaj jesteś TY. Co będzie dalej? Kogo pozostawisz po sobie? Ile pokoleń Twoich potomków? A może nie masz, albo nie planujesz mieć dzieci i na Tobie ciąg pokoleń się zakończy?

To rodzi kolejne pytania. Co otrzymałeś od przodków? Jakie geny, wychowanie, kulturę, wartości, relacje, majątek? Z czego dziś czerpiesz? Co z tego jest dla Ciebie wsparciem, a co ciężarem? A może do wszystkiego doszedłeś sam i nawet nigdy nie zastanawiałeś się, co łączy Cię z Twoimi (pra)przodkami? Co w takim razie przekażesz dzieciom, wnukom, prawnukom...? W sposób zamierzony, bądź nie?

Pokolenia następują po sobie od zawsze. To prawda stara, jak świat. Na Wielopokoleniowych opowiem Ci o tym z dzisiejszej, praktycznej, majątkowej, prawnej i finansowej perspektywy. Czasami górnolotnie lub z przymrużeniem oka, częściej przyziemnie i pragmatycznie. Zajmować się będziemy wieloma rzeczami, ale przede wszystkim... budową godnego poziomu życia: dbaniu o dobrej jakości relacje oraz mądrym bogaceniem się w perspektywie wielopokoleniowej.

Na początek taka oto historia, może trochę jak z bajki:

Cztery pokolenia budowy majątku

Czym się zajmujesz? – spytałem. Jestem rentierem – odpowiedział Lars i się uśmiechnął. To znaczy? – dopytywałem – Nigdzie nie pracujesz? Wiesz – odparł - pradziadek założył firmę, którą mój dziadek sprzedał i kupił trochę nieruchomości. Zaczął budować kamienice w Amsterdamie, które przejął mój tata. Ojciec i wujek rozbudowali majątek na tyle, że teraz ja z rodziną… cóż… Jeździmy właśnie na nartach, a za tydzień lecimy do Brazylii, bo tam jest teraz cieplej. W sumie to nigdy nie musiałem pracować.

Tę rozmowę zrelacjonował mi mój kolega Michał, właściciel niewielkiej firmy pod Wrocławiem. Opowiadał, że poznał Larsa w Avoriaz, ośrodku narciarskim we Francji, gdzie szusował regularnie od kilku sezonów.

Sympatycznie się rozmawiało, więc postanowił podrążyć temat.

Michał (M): Jak to nie musiałeś? Kto tym wszystkim zarządza?

Lars (L): Nasze family office. Mamy firmę, której zadanie polega na zarządzaniu majątkiem rodziny. Nie musimy robić tego sami.

M: A ty? Nie chciałeś się w to zaangażować?

L: Po co? Ciągnęło mnie w inną stronę... Jestem niespełnionym artystą – uśmiechnął się. Miałem kiedyś zespół rockowy, ale… Jakoś mi przeszło. Potem zrobiłem licencję pilota i chciałem się nawet zatrudnić, ale stwierdziłem, że wolę pilotować własny samolot i dobrze się bawić. Zresztą mam już 48 lat i tym bardziej nie mam ochoty na pracę.

M: I co? Na wszystko starcza pieniędzy?

L: Tak. Choć w zasadzie to nie wiem. To nie moja sprawa. Mam zabudżetowane środki na każdy rok. I tak nie wykorzystuję ich do końca.

M: Żyjecie tylko z nieruchomości?

L: Nie. To jedynie część rodzinnego majątku. Mamy jeszcze trochę inwestycji i dwie firmy. Jedną założyli ojciec z wujkiem. Zarządza nią moja starsza siostra z kuzynami. To obecnie nasza główna spółka rodzinna i wszyscy mamy w niej udziały. Druga to dzieło mojej młodszej siostry. Coś czuję, że to będzie prawdziwy strzał w dziesiątkę – przynajmniej z tego, co opowiada. Ale to już jest jej firma – poza majątkiem rodziny. Mój syn też myśli o biznesie, ale dopiero za parę lat. Na razie uczy się – także pracuje w rodzinnej spółce.

M: Czyli nie wszyscy możecie pozwolić sobie na to, że nie pracujecie?

L: Pozwolić sobie możemy. Po prostu każdy robi to, co lubi. Moje siostry zawsze były bardziej ambitne ode mnie – każda realizuje się swojej dziedzinie. Ale żeby dostać stanowisko prezesa w rodzinnej spółce, starsza siostra musiała przejść całą drogę zawodową – w spółce i poza nią. Mamy to w rodzinie poukładane.

M: Bardzo ciekawie to wszystko brzmi. Nie kłócicie się?

L: A o co? Podstawowy poziom życia jako członkowie rodziny mamy całkiem przyzwoity. O ważnych rzeczach decyduje Rada Rodziny – spotykamy się raz w roku. Poza tym dywidendy, odsetki i możliwość korzystania z zasobów majątkowych rodziny pozwalają wygodnie funkcjonować. Dom w Rio, gdzie się teraz wybieramy, należy do całej rodziny. Poprzez family office umawiamy się kto i kiedy będzie tam pomieszkiwał. Mamy cztery takie rezydencje w Europie i Ameryce Południowej, więc nie ma tłoku. Poza tym każdy ma własny dom czy mieszkanie – przynajmniej jedno.

M: Hmmm… Jak tak cię słucham… Wiesz, sam prowadzę firmę. Choć jak widzę, jestem jeszcze na nieco innym etapie. Moi synowie pracują ze mną, córka też pracowała, a wybrała karierę w innej branży. Myślałem ostatnio o tym, jak będzie wyglądać przyszłość, komu i kiedy przekażę biznes i czy moi synowie się dogadają, kiedy mnie już w nim nie będzie. Wiesz, ich żony nie za bardzo się lubią…

L: Hmmm… bywa. A ile lat ma twoja firma?

M: Za rok będzie 25 lat. Nie wierzę, że to tak szybko zleciało!

L: Cóż. Nasza ma ponad 60, ale majątek kumulujemy już czwarte pokolenie, więc – wliczając firmę pradziadka – to ponad 130 lat. Też nie wierzę, że tak szybko zleciało! – zaśmiał się.

M: Hmmm… Pewnie nas też to czeka. W końcu od roku jestem już dziadkiem! Ale tak bardzo do przodu jeszcze nie myślę…

L: Ok. W takim razie życzę powodzenia! Na którym stoku jutro jeździcie?

Nadchodzi pierwsza fala

Larsowi i jego rodzinie się powiodło. Nie tylko dlatego, że ciężka praca kilku pokoleń przyniosła efekty, a rozsądne zarządzanie majątkiem i zgoda w rodzinie spowodowały, że dzisiaj przynajmniej częścią problemów nie muszą się przejmować.

Udało im się także dlatego, że u nich, w Holandii, nie było rozbiorów, ani 45 lat komunizmu. Wojny światowe dotknęły ich w mniejszym stopniu – zatem kumulacja majątku z pokolenia na pokolenie okazała się możliwa. Mieli lepsze warunki i znacznie więcej czasu, aby zbudować zamożność. Nie każdemu się to udało. Znane są historie firm i fortun, które wyrosły, a następnie upadły. Znacznie większa część Holendrów, jak i przedstawicieli wszystkich innych nacji, nigdy nie stała się tak bogata. Rodzina Larsa – jak na tamte warunki – to tylko nieco bardziej zamożni średniacy. Na pewno nie należą jednak do czołówki holenderskich firm rodzinnych.

Wielopokoleniowi to blog m.in. o majątku i budowania go w perspektywie wielopokoleniowej. Nie tylko w oparciu o tak zachęcające historie, jak ta, od której zacząłem i nie tylko w kontekście powielania wciąż u nas rzadko spotykanych rozwiązań, jak np. korzystanie z własnego family office. Będę opisywał przede wszystkim nasze realia, rodzimą perspektywę i własne, przeżyte już doświadczenia. Przy mniejszych majątkach, większych zobowiązaniach, oraz – co ważne – znacznie mniejszym doświadczeniu w układaniu tych spraw, a nawet w rozmawianiu na ich temat w rodzinach.

W Polsce sytuacja jest szczególna, ale tym bardziej interesująca. Na Zachodzie wiele majątków kumulowanych jest od pokoleń, łatwiej o tym rozmawiać, a niektóre rodziny wypracowały własne sposoby na ułożenie międzypokoleniowego przepływu majątku i kapitału. Tymczasem u nas tylko nieliczne rodziny mogą pochwalić się wielopokoleniową ciągłością biznesu, a nawet własności. Pierwsza wielka fala zmiany pokoleniowej dopiero nadciąga. Ludzie, którzy zaczęli budowę majątku w latach 80-tych, 90-tych i dwutysięcznych, przekazują go właśnie swoim dzieciom i wnukom.

Nie chodzi tylko o duże firmy i majątki. Majątkiem jest przecież każdy dom lub mieszkanie (po wielu latach spłacania kredytu hipotecznego lub w jego trakcie), rzeczy osobiste, a nawet… długi, które także przechodzą na spadkobierców. Pojawia się przy tym wiele dylematów, pytań i wątpliwości. Prawnych, biznesowych, rodzinnych, relacyjnych, finansowych i sporo, sporo innych. Każda historia jest odmienna i do każdej decyzji warto podejść z należytym szacunkiem oraz rozwagą. Szczególnie, że planowanie sukcesji to niemal zawsze gra zespołowa. Nie robi się tego samodzielnie i w tajemnicy przed rodziną – najczęściej w proces decyzyjny zaangażowanych jest kilka osób, do czego szczerze namawiam.

Na blogu udowodnię nie raz, że ten temat, w ten czy inny sposób, dotyczy w zasadzie wszystkich. Również Ciebie.

***

To zdjęcie przedstawia moich dziadków: Antoninę i Stanisława Martyniec, oraz ich dzieci: Adama i Ewę. Adam Martyniec to mój Tatuś :)

Moja babcia, dziadek, ciocia oraz Tatuś.

***

Każdy, kto zastanawia się, jak przekazać dziecku mieszkanie, dom, albo firmę, jak zabezpieczyć się na starość, jak zmierzyć się z przyjęciem spadku, ułożyć sprawy podatkowe i finansowe, a nawet czy spisać umowę majątkową małżeńską, ponieważ za tydzień bierze ślub – znajdzie na tym blogu tematy dla siebie.

Niektórzy podchodzą do planowania sukcesji świadomie, inni nie wiedzą nawet, jak bardzo sprawy sukcesyjne ich dotyczą. Sukcesja i planowanie spadkowe to zagadnienia nowe i nieznane dla sporej części osób, a z drugiej strony stare jak świat. Od zawsze przecież pokolenia następowały po sobie, od zawsze przekazywały coś potomnym. Zdziwisz się zapewne jednak, jak wiele codziennych, nawet drobnych decyzji jest – lub powinno być – powiązanych z sukcesją.

Zdarzają się rodziny, które żyją razem i w zgodzie budują majątek. Innym przychodzi to trudniej – niejeden spór o podział spadku skończył się w sądzie. Czasem jednak te sprawy dopadają nas zupełnie z zaskoczenia, a nawet wbrew naszej woli. Oto kolejna historia. Tym razem zupełnie inna...

Czy tego chcesz, czy nie…

Beata nie miała kontaktu z ojcem od 30-paru lat. Właściwie prawie go nie pamiętała. Tylko kilka przebłysków z dzieciństwa, jakieś scenki. Potem zniknął. Wiedziała, że mieszkał w sąsiednim mieście i miał kolejną żonę. Wiedziała, że ma rodzeństwo – ale nigdy się nie poznali. Dochodziły do niej głosy, że ojciec miał sklep, że splajtował i narobił długów. Znajoma mówiła, że znajoma znajomej pracowała u niego i jej nie zapłacił. Że musiała składać sprawę do sądu i że w ogóle nie było różowo.

Nie wiedziała nawet, że ojciec zmarł. Jakiś rok po jego śmierci dostała list z wezwaniem do zapłaty z jakiegoś banku. Pomyślała, że to pomyłka, albo w najgorszym razie kiepski żart. Tyle, że potem przyszedł kolejny list i jeszcze dwa następne. Z ZUS i urzędu skarbowego. A potem pismo z sądu, że będzie rozprawa spadkowa i że ma się stawić.

Prawnik powiedział jej, że musi podjąć decyzję, czy przyjmuje spadek, czy nie. Ma na to 6 miesięcy od dnia, w którym dowiedziała się, że ojciec nie żyje. Okazało się, że cała jego ‘nowa’ rodzina odrzuciła już spadek i Beata została na placu boju sama. Była jedyną spadkobierczynią. Zrobiłaby to samo, też odrzuciłaby spadek, ale okazało się, że jest w innej sytuacji, niż jej przyrodnie rodzeństwo. Ma dzieci. Małoletnie dzieci. Jeżeli odrzuci spadek – one będą następne w kolejce. A ponoć - poza długami – w spadku był dom wspólny z żoną taty i jakieś rzeczy po firmie. Nie było pewności, czy sąd rodzinny zgodzi się na odrzucenie spadku w imieniu dzieci – nie znała wartości długów, ani majątku.

Nagle okazało się, że problemy jej ojca dopadły ją i zmusiły do podjęcia szeregu trudnych decyzji. I to w dziedzinach, o których wcześniej nie miała pojęcia. Kto normalny na co dzień myśli o dziedziczeniu, procedurach sądowych, długach spadkowych i tp.? To nie jest temat, którym lubimy i chcemy się zajmować.

Trudne sprawy

Na szczęście rzadko kto ma tak trudną sytuację rodzinną, jak w przykładzie Beaty. Jeżeli jednak chcemy do tematu sukcesji podejść uczciwie i odpowiedzialnie, nie sposób pominąć tych wątków.

Rzecz w tym, że wiele spraw, które dotyczą sukcesji, nie należy do łatwych, przyjemnych, ani szczególnie atrakcyjnych. Przekazywanie majątku lub biznesu wiąże się z odchodzeniem, oddaniem władzy, koniecznością zdania się na kogoś innego i stania się od niego zależnym. To wymaga zaufania, a czasem nawet własnym dzieciom trudno jest zaufać. Obserwowałem setki sytuacji, kiedy przekazanie nastąpiło za wcześnie, nie temu, co trzeba albo za późno. Widziałem wiele błędów, zawiedzionych oczekiwań i ich przykrych konsekwencji. Sporo będzie o tym, jak ich nie popełnić i działać mądrze i odpowiedzialnie.

Tym bardziej temat śmierci, dziedziczenia i planowania spadkowego kojarzy się mało sympatycznie. Nikt przecież dla frajdy nie zastanawia się, a tym bardziej nie rozmawia z najbliższymi o tym, co by było gdyby umarł. W wielu rodzinach temat testamentów jest odwiecznym tabu, o którym lepiej nie rozmawiać. Pytanie: Czy wysyłacie mnie już na tamten świat?! znane jest niejednemu dziecku, które zasugerowało rozmowę na temat ostatniej woli rodzica.

Wielopokoleniowi to miejsce, w którym będziemy o tym pisać i ułatwiać Ci ułożenie także tych spraw - znacznie lepiej, niż zwykło się to czynić. Pomożemy oswoić się z tematem odchodzenia oraz faktem, że każdy z nas jest śmiertelny. Nauczę Cię inaczej o tym myśleć - przynajmniej o aspektach prawnych i majątkowych. Otrzymasz wsparcie w przygotowaniu najbliższych do rozmów na te tematy, podzielę się doświadczeniem z tysięcy godzin rozmów z kilkuset rodzinami. Znajdziesz tu konkretne narzędzia i sposoby, które zmienią podejście do najtrudniejszego z sukcesyjnych tematów – do śmierci. Udało się to już w bardzo wielu rodzinach. Liczę, że Ty też sobie poradzisz.

Wszyscy jesteśmy Wielopokoleniowi…

Jak pokazała historia Larsa i jego rodziny, sukcesja to nie tylko problemy, ale także przyjemności. Cała sztuka polega właśnie na tym, aby w perspektywie wielopokoleniowej budować silne, coraz bardziej zamożne rodziny. Niekoniecznie zaangażowane w biznes. Także na przysłowiowym etacie warto budować bezpieczeństwo majątkowe i zadbać o to, aby rodzina w zgodzie mogła żyć godnym życiem. Aby uniknąć powszechnych i często podstawowych błędów i uczyć się od bardziej doświadczonych. Choć na pierwszy rzut oka historia Larsa ma się nijak to naszych codziennych realiów i brzmi miejscami jak bajka – znam wiele rodzin które idą w tym właśnie kierunku. Są na początkowym, a nawet nieco bardziej zaawansowanym etapie budowania solidnych podstaw rodzinnych zasobów majątkowych, które będą służyć im i kolejnym pokoleniom.

***

Na zdjęciu są moi dziadkowie ze strony Mamy: Janina i Tadeusza Michalscy, ciocia Danuta (starsza) moja Mamusia, Grażyna :)

Babcia Jasia.jpg

***

Niezależnie od tego, ile masz lat, czy masz rodzinę, jak wielki posiadasz majątek lub zobowiązania, czy prowadzisz biznes, pracujesz na etacie czy nie jesteś aktywny zawodowo – to są tematy dla Ciebie. Nawet, jeżeli jesteś zagorzałym singlem i postanowiłeś nigdy się nie ożenić – zawsze możesz odziedziczyć spadek po dalekim krewnym, a jeżeli zgromadzisz jakikolwiek majątek – będziesz go musiał komuś przekazać.

Wielopokoleniowi to jest nie tylko blog o budowaniu majątku i biznesu w perspektywie międzypokoleniowej, sukcesji, planowaniu spadkowym, prawie, podatkach czy finansach osobistych. Przede wszystkim podpowiem Ci, jak mądrzej samemu podejść do tych tematów. Zaproponuję rozwiązania, definicje i sposoby myślenia, których na pewno nie znasz (wiem to, bo sam je wymyśliłem i z powodzeniem wykorzystuję przy doradztwie sukcesyjnym, a o wielu z nich pierwszy raz mam zamiar napisać właśnie na tym blogu).

Będę też namawiał Cię, aby zainteresować tymi sprawami Twoich najbliższych: rodzinę, partnerów biznesowych czy też przyjaciół, ponieważ dla nich to także są ważne rzeczy, a decyzje przez nich podjęte (a nawet brak decyzji) mogą dotyczyć bezpośrednio Ciebie. Rodzina i – jeśli ich posiadasz – partnerzy biznesowi, będą musieli zaangażować się wraz z Tobą w proces decyzyjny, jeżeli uznasz, że zechcecie sobie te kwestie poukładać. Zaręczam: nie zrobisz tego sam, pokażę Ci jak wspólnie tego dokonać, w jaki sposób położyć na stole nawet trudne tematy oraz jak łatwiej dojść do konstruktywnych wniosków – nawet przy różnicy zdań.

Będzie sporo o relacjach rodzinnych, komunikacji, mediacjach i innych miękkich aspektach zarządzania procesem sukcesji. Pokażę dobre praktyki i sprawdzone sposoby rozwiązywania skomplikowanych sytuacji.

…a to zobowiązuje!

Prawda jest taka, że nikt za Ciebie i Twoją rodzinę nie załatwi tych spraw, nikt nie zdejmie z Was odpowiedzialności za mądre poprowadzenie ich. Otrzymasz tutaj jedynie narzędzia, inspiracje podpowiedzi i sporą dawkę darmowej edukacji. Na tym polega idea tego bloga 😉 W wielu momentach będziesz się jednak musiał zaangażować – oby na etapie planowania, a nie gaszenia pożarów albo prób rozwiązania tego, co nierozwiązywalne (typu spór 53 spadkobierców w piątym pokoleniu o spadek o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych, który kosztował ich już znacznie więcej nerwów, czasu i pieniędzy – niż to wszystko jest warte, czyli odwrotny scenariusz historii Larsa).

Czas płynie w jedną stronę, a niektórych decyzji (podjętych także z powodu niewiedzy, odkładania na później lub zaniechania) nie da się cofnąć.

Zaangażowanie powinno rozpocząć się od edukacji – i to grupowej: polecaj wybrane, adekwatne do Waszej sytuacji artykuły na blogu Twoim bliskim, niech czytają i uczą się równo z Tobą i sami też zaangażują w proces decyzyjny. Kiedy już będziecie więcej wiedzieć – zacznijcie rozmawiać. To najważniejszy i często najtrudniejszy etap. Żeby zacząć. Na serio i z dobrymi intencjami. Następnie przyjdzie czas na budowę konkretnych rozwiązań. Prawa i finansów nie da się oszukać – stanowią twardą ramę w procesie planowania sukcesji. Już na tych etapach – przy rozmowach i lub budowie rozwiązań sukcesyjnych – możecie potrzebować wsparcia. Skorzystaj z pomocy prawnika, doradcy podatkowego, doradcy finansowego, mediatora, coacha, terapeuty oraz każdego innego wsparcia, które przybliży Cię albo Was do celu. O procesie decyzyjnym, jego etapach i konstrukcji także będę pisać.

Jeżeli uznasz, że wybierasz wsparcie jednej ze spółek należących do Grupy Wielopokoleniowych – zapraszam do współpracy. Nie musisz jednak tego robić – sam decydujesz, z czyjej pomocy skorzystasz. Czasem wystarczy proste rozwiązanie, które podpowiem Ci na blogu. Nie namawiam do komercyjnej współpracy, choć oczywiście będzie mi miło, jeśli zechcesz z niej skorzystać. W końcu ten blog to część mojego biznesu i nie ma sensu się krygować czy czegoś ukrywać.

Tak czy owak: na blogu podchodzę do sukcesji, jej planowania i zarządzania jej procesem SYSTEMOWO. Z czasem znajdziesz tutaj coraz więcej materiałów, które pomogą Ci ułożyć to sobie w głowie w taki sposób, aby proced decyzyjny stał się prostszy i bardziej efektywny.

Zanim zagłębisz się w lekturę kolejnych wpisów, zapoznaj się proszę z Zasadami Wielopokoleniowych. To ważne, abyśmy się dobrze zrozumieli.

Z czasem planuję poszerzenie tematyki o wiele innych Wielopokoleniowych tematów, obszarów oraz wątków. Coraz częściej uświadamiamy sobie, jak bardzo jesteśmy od siebie zależni. Jak bardzo świat, w którym żyjemy, powinien być postrzegany jako zespół naczyń połączonych, plątanina tysięcy współzależnych relacji – nie tylko bliskich, lecz i z pozoru dalekich. Geograficznie, politycznie, kulturowo, gospodarczo, ale też... w czasie.

Wielopokoleniowe podejście zmienia perspektywę patrzenia w przyszłość oraz postrzegania przeszłości oraz lekcji, które z niej płyną. Po to, by wspólnie budować i dostrzegać to, co nas łączy, a nie dzieli. Ten blog to miejsce, w którym będzie można o tym porozmawiać. Myślę, że tym bardziej jest potrzebny w świecie, w którym coraz więcej ludzi dostrzega swój interes w kreowaniu podziałów i różnic. W którym z tak wielu stron wmawia się nam, że te różnice są ważniejsze, niż to, co nas łączy. Także Wielopokoleniowo.

Cieszę się, że tutaj jesteś, inwestujesz swoją uwagę i czas. Liczę, że to dla Ciebie i Twoich najbliższych początek nowej, Wielopokoleniowej drogi.

Zapraszam do lektury, refleksji i działania. Namawiam do udostępniania i przesyłania dalej, jeśli tylko uznasz, że dowiedziałeś się tutaj czegoś wartościowego.

Witaj na Wielopokoleniowych!

Łukasz Martyniec

folder

O autorze

Cześć, witaj w moim świecie!

Kim jestem? Od wielu lat, na pytanie o wykonywany zawód - odpowiadam, że piszę ludziom testamenty. To prawda. Napisałem ich już grubo ponad tysiąc. Niektórzy pytają, czy jestem notariuszem, inni robią dziwną minę ...

Czytaj

Tagi

Wielopokoleniowi
Doradztwo sukcesyjne
Firma rodzinna
Biznes
Początek
Rodzina